Najlepszy przepis na krem odmładzający to szklanka uśmiechu, trzy szklanki szczęścia, osiem szklanek radości życia, pięć szklanek spokoju i dwie szklanki mądrości. 

Marokański standard piękna to zdrowie i radość bijące z kobiety. Błysk szczęścia w oczach i kobiece kształty. Wszystko delikatnie podkreślone naturalnym makijażem i dyskretnie strojem. Marokanki zakrywają się bardziej niż Europejki. To co ukryte, jest bardziej zmysłowe. Ukochany najpierw cieszy się z kilku spojrzeń i uśmiechów, z delikatnego muśnięcia dłoni, może nawet z pocałunku. Wyobraźnia wzmaga pragnienia. Dawniej rubensowskie kształty były atrybutem marokańskiej kobiety. Do dzisiaj w lokalnych tradycjach przetrwały zioła i specyfiki na poprawę apetytu. Ideał piękna to smukłość, uwidaczniająca jędrny biust i pośladki, na których każdy zawiesi wzrok. Wszystko skryte, a jednak podkreślone strojem. Kusicielskie spojrzenie, zadbana twarz i karminowe usta podkreślają piękno. Włosy są tutaj ważnym elementem piękna i zmysłowości. Grube i lśniące. Która kobieta nie stara się być piękna? 

Marokanki od wieków regularnie dbały o swoje piękno. Arabki były bóstwami w domach i na spotkaniach z koleżankami. Berberjki stroiły się i malowały przed wyjściem do dalekiej studni, po wodę oraz na cotygodniową wyprawę na targ. Kobiety berberyskie posiadały więcej praw. W licznych plemionach nie zakrywały włosów. Miały prawo do rozwodu z własnej inicjatywy. Czasy i prawa się zmieniły. Tradycje pozostały. Berberyjki cały czas mają większą siłę przebicia. To, co łączy wszystkie Marokanki to pielęgnacja skóry i włosów, dbałość o młodą cerę, niezależnie od wieku. 

Dawne receptury i rośliny są cały czas powszechnie używane. Nowe, światowe kosmetyki i trendy dotarły do Maroka. Nie wyeliminowały tradycyjnych sposobów na zachowanie piękna. Dołączyły do nich. 

Henna, kozieradka, olej arganowy, płukanki ziołowe i drożdże na włosy. Glinki, czarne mydło i przyprawy, by skóra zawsze była oczyszczona i zregenerowana. Odżywcze, naturalne oleje wsmarowywane w skórę na koniec zabiegów w gorącej, otwierającej pory łaźni. Olejki eteryczne, pięknie pachnące i odmładzające dodawane do olejków, maseczek i kremów. Wśród bogatszych kobiet wykorzystywane także jako zmysłowe perfumy. Przepisy, receptury i sposoby na naturalne piękno przechodzą od wieków z matki na córkę. W każdym pokoleniu są ulepszane. 

Piękna cera. Marokańskie tradycje pielęgnowania twarzy. 

Regularne oczyszczanie twarzy to podstawa, by to, co na nią nakładamy dobrze się wchłaniało. Peeling twarzy usuwa martwy naskórek i pozwala głęboko odżywić skórę. Jak często? Zależy od cery. Normalna i sucha raz na dwa tygodnie albo częściej. Trądzikowa i problematyczna, z licznymi zaskórnikami co kilka dni lub raz w tygodniu. Im wrażliwsza tym rzadziej i z delikatnie działających składników. Glinki idealnie się sprawdzają, niezależnie od typu cery. Ghassoul to marokańska glinka z gór Atlasu, jest wyjątkowo bogata w witaminy i minerały. Oczyszcza i delikatnie peelinguje, a przy tym sama w sobie odżywia. Podobnie działa zielona i biała glinka. Biała jest często polecana wrażliwym cerom. Wszystkie glinki regulują produkcję sebum. Można jest stosować na zmianę. W zależności od miejsca wydobycia mogą mieć więcej lub mniej minerałów i mikroelementów. Ważne jest także co do nich dodamy. Glinki najlepiej kupować w formie proszku, który trzeba zmieszać z wodą. Najlepiej z wodą różaną.

Odkryłam prawdziwą wodę różaną lata temu w tradycyjnej destylarni w okolicach miasteczka Kellat Mgouna. Okolica zwana jest doliną róż. Róża damasceńska daje najmniejsze, ale najwonniejsze kwiaty. Potrzeba czterech ich ton, by otrzymać jeden litr olejku eterycznego różanego. Jedna kropla dziennie to prawdziwy eliksir młodości dla skóry. Jest niebotycznie drogi i często podrabiany lub zastępowany syntetycznym zapachem. Hydrolat różany jest drugim dobrem otrzymanym przy destylacji kwiatów róż. Woda z marokańskiej róży damasceńskiem to regenerujący tonik dla skóry. Idealnie nadaje się pod krem albo olejek, które lepiej się w ten sposób wchłaniają. Sama woda różana nawilża, orzeźwia i działa przeciwzmarszkowo. Woda różana wspaniale się sprawdza w połączeniu z glinkami. 

„Dodaj trochę ras el hanut do maseczki na włosy lub na twarz” Podpowiedziała szwagierka. Szczypta przypraw orzeźwi cerę, włosy i umysł. Ras el hanut to marokański odpowiednik curry. W każdym sklepiku delikatnie różny, króluje w marokańskiej kuchni. W skład ras el hanut wchodzi ponad dwadzieścia pięć przypraw. Przyprawy dodają aromatu potrawom i silnie działają na skórę i włosy. Odżywiają, odmładzają, rozświetlają. Mogą jednak podrażniać. Stąd na początek dobrze jest zacząć ostrożnie. Dodać mniej niż więcej. Szczególnie uważać trzeba mając wrażliwą cerę. Wtedy nie mogą przekraczać 5% składu maseczki. 

Przyprawy w połączeniu z glinką i wodą różaną głęboko regenerują skórę, dodatkowo pobudzają krążenie na twarzy, wygładzają i dodatkowo oczyszczają. To idealne trio, wykorzystywane w Maroku od wieków. 

Ta receptura jest popularnie nakładana nie tylko na twarz, ale na całe ciało w marokańskiej łaźni. Hammam to spa w tradycyjnym wydaniu. Od średniowiecza w miastach i trochę później na wioskach hammamy stały się miejscem wszelakich zabiegów upiększających. Córki od najmłodszych lat poznawały przepisy na piękne włosy, gładką, delikatną skórę oraz perfekcyjną cerę przed i podczas wyjścia do łaźni. Nie chodzi tu o zwykłe umycie się, a o serię zabiegów. Najpierw wchodzimy do najgorętszego, zagęszczonego parą pomieszczenia. Polewamy się ciepłą woda i wsmarowujemy czarne mydło. Ono dodatkowo zmiękcza naskórek. Przechodzimy do lekko chłodniejszego pomieszczenia. Tutaj pani szorująca specjalną rękawicą usuwa cały martwy naskórek, który roluje się wtedy na całym ciele. Pod wypływem ciepła, otwierają się pory. Teraz czas na odżywienie skóry. Najpierw receptury oparte na glinkach nakładamy na całe ciało i twarz, a często także na włosy. Teraz jest czas na plotki z koleżankami. Zmywamy i wsmarowujemy olejki. Arganowy, migdałowy, z czarnuszki albo masło shea. Wychodzimy gładkie, zrelaksowane, odmłodzone. Ciało i włosy cały czas są regularnie pielęgnowane w marokańskich łaźniach. Czasami co kilka dni, raz na tydzień, czasami raz na dwa. 

Na co dzień tradycyjne, czarne mydło zastępuje płyny i pianki do mycia twarzy. Najlepsze jest z kilkoma kroplami olejków eterycznych, z lawendy, rozmarynu albo eukaliptusa. 

Twarz to pielęgnacja codzienna, domowa. Olejek arganowy regeneruje i odmładza. Drogocenny olejek z pestek opuncji figowej to naturalny botox, stosowany pod oczy i na twarz. Te dwa pasują do każdej cery. Dostosowują się do jej potrzeb. Dodatkowo masło shea, masło kakaowe i olejki z gorzkich migdałów lub z kozieratki do cery suchej. Olejek z czarnuszki i z sezamu to dodatki w pielęgnacji cery tłustej i problematycznej. Ułatwiają ich wchłanianie hydrolaty kwiatowe i maceraty roślinne. 

Woda różana, gdy otrzymywana z odpowiednio dużej ilości kwitów, wspaniale regeneruje. Dolewamy ją do glinek i maseczek oraz używamy samą, pod olejek. Wyciąg z róży damasceńskiej, uprawianej na jednym skraju Atlasu Wysokiego, intensyfikuje wchłanianie innych składników. Mieszana jest często z wodą lawendową, rozmarynową czy szałwiową. Każda z nich ma cenne właściwości regenerujące skórę.

Codzienny makijaż ma podkreślać oczy. Dla Marokanek oczy to tajna, kobieca broń. Dawniej wiele kobiet tylko nimi mogło na siebie zwrócić uwagę. Od wieków w popularnym użyciu jest khol. Enigmatyczny szary lub czarny proszek, podkreśla spojrzenia kobiet marokańskich. Początkowo chronił także od piasku, wiatru i złych mocy. Szybko wszedł do kanonu kobiecego piękna. Wystarcza na dłużej niż kredka do powiek i się nie rozmazuje. W Maroku cały czas trwa wiara, że pomalowane nim oczy chronią przed złym okiem i przyciągają adoratorów. 

Makijaż imprezowo – wieczorowy podkreśla również usta i policzki. Aker El Fassi, suchy ekstrakt z kwiatów maku, granatu od wieków używany jest jako pomadka i róż do policzków. Często podrabiany, prawdziwy i naturalny aker el fassi ma ciemno ceglany kolor i odżywcze dla skóry właściwości. Na mokro maluje się nim usta. Na sucho dodaje koloru policzkom. 

Upiększającym dodatkiem są brązowe lub czarne tatuaże z henny na dłoniach i stopach. Przewijają się w nich kwiatowe lub geometryczne wzory. Utrzymują się od tygodnia do dwóch. Henna to wysuszone i przemielone liście Lawsonii Bezbronnej (Lawsonia Inermis L.), popularnie uprawianej na południu Maroka. Do włosów używa się tylko naturalnej henny, która farbuje na kolory od pomarańczu, poprzez rudy do ciemnego brązu. Ta, która daje czarny kolor tatuaży to henna syntetyczna. Naturalna henna także wzmacnia włosy i nadaje blasku. Jasne włosy przy okazji pofarbuje. Ciemno brązowe i czarne tylko odżywi. Hennę dobrze jest zalać ciepłą wodą i dodać do papki drożdże, które sprawią, że włosy będą jedwabiste. Jeżeli nie chodzi o kolor, to pół godziny jest wystarczające. Przy farbowaniu im dłużej potrzymamy tym włosy będą ciemniejsze. Henna nie wnika w głąb włosa. Osadza się na nim. Zmywa się także z włosów w tydzień do dwóch. 

Wspaniale działa na wzmocnienie włosów i problemy z wypadaniem kozieratka. Można ją także kupić pod postacią proszku. Kozieratkę na włosy nakładamy zalaną ciepłą wodą, jako maseczkę. Można też stosować wcierkę z kozieratki. Zalewamy ją wtedy wodą i zostawiamy na kilka godzin albo na noc. Wcieramy kleisty płyn, a osad wyrzucamy. Wcierka ma charakterystyczny zapach, który unosi się za nami cały dzień. Maseczka zapachu nie pozostawia. 

Marokanki często nabłyszczają włosy dodatkowo olejkami. Kilka kropli olejku arganowego albo eterycznego rozmarynowego dodane do szamponu idealnie się sprawdza. 

Tak, nawet te najbardziej pozakrywane Marokanki dbają o wygląd. Często pod zakryciami kryje się bardzo dbająca o siebie kobieta. Maroko to kraj kontrastów pod każdym względem. Jest świat naśladujący najnowsze, światowe trendy i ten tradycyjny, bardzo delikatnie się zmieniający poprzez wieki. Tak samo różnorodne są Marokanki. Niektóre robią karierę, a inne wybierają być tradycyjną żoną. Na ulicach widać najróżniejsze stroje. Zabiegi upiększające pozostają te same.